Wednesday, June 4, 2014

Seks (m)oralny

Cóż, można by powiedzieć, że seks oralny to nie jest big deal - w ciążę się zajść nie da (z układu pokarmowego do płciowego nawet plemniki alfa nie dadzą rady), nie ma żadnych inwestycji, miejsca też zbyt wiele nie potrzeba. Ba, nie trzeba się właściwie nawet rozbierać! Co za wygoda... Dla jednych to chleb powszedni - ot, niegroźna rozrywka, dla innych - uwłaczająca godności kobiety czynność. Granica bywa cienka....

Niektóre dziewczyny zniechęca sam fakt klęczenia, brania do ust - nie oszukujmy się, część penisów nie grzeszy urodą i nie smakuje lodami waniliowymi (że o spermie nie wspomnę...). Ale jest rzecz gorsza niż to - presja, wyrzuty "bo ty mi nie chcesz" i namowy chłopaka, który się "naoglądał" i wyobraża sobie, że 15 centymetrów wchodzi do gardła "ot tak". Nie dziwię się, że wiele dziewczyn traktuje to jako przykry "obowiązek".

Na początek...
- albo gracie na twoich zasadach, on daje ci czas na oswojenie się, albo niech sobie robi sam (ha!). Fellatio jest jak prezent - dajesz mu z własnej, nieprzymuszonej woli
- nieładnie pachnie? nie zmuszaj się, bo już na zawsze będziesz miała odruch wymiotny - niech się następnym razem porządnie umyje to wrócimy do rozmowy
- nie musisz klęczeć! Niech on się położy na plecach, a ty uklęknij między jego nogami. Dzięki temu to ty będziesz decydowała jak głęboko, jak szybko... Ty będziesz panowała nad sytuacją
- niech cię ostrzeże zanim skończy... Za brak ostrzeżenia - żółta kartka!
- namawia cię? Odmów kilka razy. Będziesz to robiła wtedy, kiedy będziesz miała ochotę. Niech czeka. Daj mu sygnał rano, że może coś będzie się działo wieczorem. Niech wie, że nie jest w całodobowym serwisie obsługi!

Na koniec...
- poświęć mu dużo czasu... Wyczuj, co mu się podoba - czy woli jak się bawisz dookoła, czy raczej od razu dąży do tego, by się znaleźć w buzi. Po delikatnych ruchach bioder można wyczuć, czy chce szybciej albo głębiej
- wszędzie piszą, żeby nie zaniedbywać jąder - ale to sprawa indywidualna! Niektórzy wcale tego nie lubią. Można pomasować punkt za jądrami - to ponoć przyjemne...
- jeżdżąc klasycznie w górę i w dół nie zapomnij o języku - dotykaj nim delikatnie wędzidełka. Wbrew temu, co się może wydawać, penis i wagina pochodzą z "tego samego" kosmosu - wędzidełko to taka łechtaczka. Sama wiesz, jak najlepiej się z nią obchodzić...
- zmieniaj techniki, ale nie z prędkością światła - wyczuj, co mu najbardziej pasuje. Nie chodzi o popisy technik ssania i lizania!
- rób to z pasją! Brzmi to idiotycznie, wiem, ale myśl, że to dla niego jest naprawdę coś fajnego
- jeśli nie chcesz, żeby kończył, w ostatniej chwili oderwij usta i zostaw rękę. Naszykuj wcześniej papier, albo, jeśli ci to odpowiada, "weź na klatę" (spróbować zawsze można, jest to dość seksowne...) [nie ma nic gorszego niż tuż "po" latać do łazienki i jeszcze uważać, żeby nie pochlapać podłogi]
- fellatio to nie tylko usta! Od czasu do czasu spójrz mu w oczy (nie odrywając się od zajęcia albo, dla większego napięcia, przerywając na chwilkę akcję [na chwilkę!]). Twoje ciało, to jak się wyginasz, prężysz, jak pomrukujesz doda wszystkiemu pikanterii - nie chodzi o jakieś tam lizanie. Chodzi o seks i bliskość.

Najlepsza metoda? Nakręć się. Myśl o tym wcześniej, planuj, wyobrażaj sobie. Czerp przyjemność z jego przyjemności, z tego, że potrafisz dać mu taką rozkosz. Wyluzuj. A przede wszystkim nie daj się sterroryzować! Nie masz ochoty - nie rób. Znam przypadek dziewczyny, którą obrzydzało dopóki....nie poznała faceta, z którym lubi to robić. Szkoda słów na tych, którzy nie rozumieją, że to nie jest "opcja: full service". Jeśli nie sprawia ci to prawdziwej radości - odpuść sobie... I nie daj sobie wmówić, że jest coś z tobą nie tak.

Dla mnie fellatio to jest seks, trochę inny, ale ciągle seks. Dlatego musi być intymnie, czule, blisko. No chyba, że wybieracie ekstremalną przygodę w kinie ;) Seks to zawsze dawanie i branie. Fellatio to także akcja dwustronna, więc nie zapominaj o sobie - ty też masz się czuć "po wszystkim" wygrana i szczęśliwa.


Fot.Rosie Huntington-Whiteley for Autograph collection Lingerie



Wednesday, May 7, 2014

AfterSexSelfie

"But first let me take a selfie...". Nie, zaraz, nie "przed", ale "po". Robisz zdjęcie, wrzucasz na instagrama, potencjalnie połowa świata wie, że właśnie odbyłeś stosunek seksualny, lajki, propsy, komentarze. Jesteście piękni, młodzi... W tym radosnym uniesieniu tak łatwo jest zapomnieć....

...że twoja mama ma już konto na facebooku, że o bracie/siostrze nie wspomnę. Nawet jeśli rozmawiasz z własną matką o seksie, ona jest wyzwolona i koleżanki od gimnazjum zazdrościły ci, że płaci ci za tabletki (uznając, że z dwojga złego lepiej nie poczynać)... nawet jeśli siostra zwierzyła ci się, że ma za sobą pierwszy raz, a brata przyłapałaś na oglądaniu dziwacznego porno... to Ty+sex+mama/siostra/brat to jest bardzo, ale to bardzo złe połączenie.

...że twój chłopak być może nie jest tym jedynym. Tak, na dzień dzisiejszy jest jedyny, wspaniały, muskularny, wzór cnót wszelkich. Nawet jeśli już budujesz w myślach wasz dom na wsi i (w myślach) rodzisz mu jakieś piękne dziecię... to miej na uwadze fakt, że poprzedni też był "jedyny". I przed poprzedni też... Oczywiście, przy dobrych wiatrach będzie, ale jeśli nastąpi jakiś inny "jedyny" czy będzie chciał oglądać na twoim instagramie ciebie (tak)... po seksie (tak)... z innym (nie)? Możesz usunąć fotkę, ale pamiętaj - zdjęcia raz zobaczonego nie da się "od-zobaczyć".

...że to strasznie obciachowe. Czy tak rzadko uprawiasz seks, że trzeba tę chwilę uświęcać? Poza tym większość tych zdjęć jest zwyczajnie brzydka. Ej, nie oszukujmy się, obiektywnie (większość z nas) po seksie wygląda nieatrakcyjnie (*atrakcyjnie tylko dla partnera) - włos potargany, twarz czerwona, oczka rozmazane...  Kurcze, już lepiej strzelić sobie porządne bikini bridge!

Mam wrażenie, że to "aftersexselfie" to pewien wypełniacz czasu "po". No bo co robić po? On by chętnie poszedł spać, ty byś się może poprzytulała, ale... No to może włączmy telewizor, sprawdźmy fejsa, wrzućmy coś na instagrama. Czy boimy się już być "sam na sam" i potrzebujemy milina świadków, nawet w łóżku? Świat zwariował! Nie umiemy już po prostu poleżeć, pomilczeć, popatrzeć na siebie, poszeptać bez znaczenia... Od dzisiaj będę walczyć o 10 minut bliskości. Nie tylko po seksie. Raz dziennie 10 minut spokoju we dwoje, bez miliona świadków. #NoInstagram.


                                                                         tumblr.com


P.S. Może to powinien być "test związkowy" - czy jesteś w stanie być blisno swojego partnera przez 10 minut? Bez seksu, bez rozmowy, bez niczego. Prawdziwa emocjonalna nagość.


Thursday, February 13, 2014

Walentynkowe show

Osobiście nie lubię walentynek. Abstrahując o tego, że amerykańskie święto, że komercjalizacja, macdonaldyzacja i całe zło tego świata, to zwyczajnie denerwuje mnie "przymus" miłości... i zapchane restauracje. Niemniej jednak daję się porwać miłosnej fali... 

Najgorsze walentynki: jesteśmy pokłóceni z Panem M.- wojna na noże, generalnie związkowa apokalipsa. A on, jak gdyby nigdy nic, przynosi jedna czerwoną różę z bazarku, po czym wkłada domowe dresy i gra na kompie... 

Najśmieszniejsze walentynki: poszliśmy z Panem A. do McDonaldsa - miało być dla żartu: balony, happy meal, gimnazjalne randki na około. Było super, ale jak przyszliśmy do domu, objedzeni po uszy, nie mieliśmy siły na romantyczny seks. Poszliśmy spać... jak w gimnazjum.

Najmutniejsze walentynki: spędzone samotnie w... Paryżu. 

Najmilsze walentynki: rok temu. Zupełnie niespodziewany drobiazg od Pana J. (a musicie wiedzieć, że Pan J. i prezenty nie chodza parami ;)). Do tego przemiłe "ty sobie poleż, a ja zrobię obiad". Potem wspólne oglądanie filmów, przytulanki i takie tam.

A co z walentynkowym seksem? Nigdy nie kupiłam nic specjalnie na walentynki, ale w tym roku wyciągnę dawno nie używany (Pan J. już pewnie o nim zapomniał) koronkowy szlafroczek. Myślę, że taka "okazja" to dobry moment na zrobienie czegoś, co zawsze chciałaś zaproponować, ale jakoś nie było kiedy... Sądzę, że to akurat nie jest dobry moment na np. pierwszą przygodę z sexem analnym, ale wypróbowanie nowej pozycji albo niespodziewana modyfkacja przy seksie oralnym, czemu nie? Moja propozycja na te walentynki - odwrócony jeździec! Odkrycie ostatnich tygodni. Pan J. zachwycony widokiem, poza tym bardzo opóźnia to u niego wytrysk, więc dobrze działa, gdy chce się długiego, namiętnego seksu - a chyba o to w seksie walentynkowym chodzi ;) 

Czy trzeba robić coś super? Kino, kolacja, wycieczka? Moim zdaniem - nie. Kupowanie misiów, pierścionków, poduszeczek - to miłe, ale nie ma co się zatracać w takich głupotach. Sądzę, że porządny chłopak doceni to, że nie masz luz i dystans, że się nie spinasz na myśl o walentynkach... Poza tym sama zaoszczędzisz sobie nerwów, a on będzie zachwycony, że wreszcie ktoś dostrzega jego, a nie czerwone balony w kształcie serduszek.

source: http://idontwantsex.tumblr.com/


P.S.Moje plany na ten rok:
- 13.02 - sushi. Przedwalentynkowe obżarstwo. 14.02 i tak nie będzie miejsc, więc czemu nie najeść się pyszności przed wszystkimi?
- 14.02 - popcorn, kino "domowe" (w normalnym są takie tłumy...). Podejrzewam, że skończy się na oglądaniu wszystkich części "Kac Vegas". Poza tym kocyk, winko, przytulanie i miłe słówka - czyli to, co zawsze tylko w większym natężeniu. Potem seks... O ile wcześniej nie zaśniemy:D